Obserwatorzy

Wszystkie zdjęcia są moją własnością więc proszę nie kopiować ich bez mojej zgody.

poniedziałek, 6 października 2014

... Smutki i radości ...

Dzień doberek !

dzisiaj pokażę dwie kolejne bombki...
jedna zrobiona dla małej kociary czyli mojej jedynej siostrzenicy...
niestety ciemność za oknem to i zdjątka nie najlepszej jakości... mogłabym robić z fleszem jednak decoupage i flesz... do siebie nie bardzo pasują;
z jednej strony koteczki a z drugiej dzwoneczki; naszpikowana perełkami, które wieczorem przy blasku świec lub lampek pięknie się mienią.



i druga bombeczka...również z perełkami... i z widocznym... niewyschniętym jeszcze klejem...





Ostatnio dwie noce miałam na minusie... naprawdę było zimno... do tego ten wiatr... niby nie duży ale jakiś arktyczny... kociaki w ilości sztuk 5 ( dla tych, którzy nie wiedzą jeszcze ile ich mam ) w większości czasu śpią...
a dwa moje dochodzące... jeden nadal w garażu a drugi w pomieszczeniu obok;

Zeus... tak upodobał sobie miejsce przy piecu, że nawet nie ma ochoty wychodzić na dwór wtedy kiedy jest naprawdę ciepło... pierwszy raz zetknęłam się z takim przypadkiem, że kocio leży cichutko... oby go tylko nie wyrzucić na dwór... co znaczy mieć swój własny kąt...widocznie w swym długim życiu swoje już wymarzł...

a teraz kwestia jedzenia... moje koty chyba zaczynają przesadzać ... gdyby mogły... jadłyby non-stop ! normalnie jakiś koszmar ! nie wyrabiam się na zakrętach z kupowaniem im pokarmu;
ostatnio dostały prezencio... paczkę - szczęśliwkę ( hihi )... od mojej siostry... to była radość...kotów... i nie ukrywam... że moja również !



a teraz smutna wiadomość...
kociczka sąsiadów, która wpadała często do naszego ogrodu... Julcia... niestety jest już za Tęczowym Mostem...jak zginęła... nie wiadomo... nie było widać oznak potrącenia przez auto mimo, że leżała na poboczu jakieś 10 metrów od bramy na moją posesję...
to już jest 3 kotek w ciągu sezonu, który nie przetrwał... a drugi, który zginął nie wiadomo jak...
podtrzymuję moją tezę... najprawdopodobniej ktoś je truje...

na focie: Julka z Filipkiem... ( rodzice mojego Kacperka )
często się razem bawili... mieli też wspólne dzieci... m.innymi Jaśka...
niestety ... cała trójka...bezpowrotnie odeszła... do lepszego świata...



została jedynie Małgosia ...
widać... że jest smutna... nie ma z kim się bawić... nadal wpada do mnie na małe co nieco...
fota wygrzebana z ubiegłego roku...


... i... jak to jest w życiu... jedno umiera a drugie się rodzi...
Małgosia... została mamą... nie wiem ile sztuk kociaków w sumie było czy jest ale... jedno jest szczególne bo... toczka w toczkę... mały Jaśko... wiem też, że najprawdopodobniej ( mimo wielu chętnych na niego ) zostanie w domu... czyli po sąsiedzku...

zdjęcie zrobione z... doskoku


a to jest stare zdjęcie Jaśka...


............................................................................................................

Wczoraj była u nas mała uroczystość... parę dni wcześniej mój młodszy synek skończył 21 lat...
a za parę dni starszy ... też będzie miał... urodzinową uroczystość...obydwaj rodzeni w październiku...
to jest wyczucie czasu ?

z tej okazji...jako, że stałam się ( niechcący ) kociarą...serwuję dla Was... winko... z kotem w roli głównej


Na zakończenie... trochę ogrodu







Pozdrowienia dla Was...
pa












czwartek, 25 września 2014

Pierwsze ' zimasy '

Dawno nic nie pokazywałam robótkowego chociaż coś tam dłubię... nie powiem, żeby mi fajnie czy szybko szło bo... całkowicie wyszłam z wprawy... ręka jakaś ciężka, wena odleciała... ciekawe dokąd ?
na topie... pierwsze ' zimasy ' - bombasy








....................................................................................................

Za oknem słonecznie ale co z tego kiedy okrutniście zimno... wiatr ciut nie arktyczny... a tak nie przepadam za wiatrem... brrr
oczywiście... delikatnie ogrzewam już dom...
dobrze, że przymrozków w nocy jeszcze nie było !!!

co mnie cieszy dzisiaj ? mam Aż dwa dni wolnego od pracy zawodowej... hihi
co mnie martwi ? ... dużo rozjechanych jeży na drodze...

i tradycyjnie parę fot z ogrodu... bo jednak coś jeszcze kwitnie...






Ciepełka życzę !!!

piątek, 19 września 2014

Sezon warzywny zakończony !

... no ! oczyściłam dzisiaj kolejne warzywne rabaty...
zostawiłam tylko fasolę ( Jasia ) i 2 cukinie bo nadal ładnie owocują i tym sposobem skończył się sezon... tym samym więcej mnie będzie na blogu swoim i przede wszystkim Waszych - ufff !
oczywiście czeka mnie jeszcze skopanie i nawożenie ziemi ale to już jest szczegół...
teraz sukcesywnie zostanie mi czyszczenie kwiatów ; to akurat nie jest problemem bo... większość bylin nie ścinam coby się rozsiewały wiosną a nawet jeśli chwaścików wszystkich nie zdążę wyrwać to cieplej będzie roślinkom zimą...
a wiecie co dzisiaj słyszałam ?... ponoć na Podlasiu śnieg ma się już pojawić w październiku... w sumie nie raz tak już było więc dla mnie nie jest to duże zaskoczenie...
tym bardziej, że sama czuję nosem, że ten rok jakby szybciej się posuwał...
może nie uwierzycie mi ( fot akurat nie zrobiłam ) ale... moje niektóre drzewa nie mają już połowy liści...
najważniejsze, że trochę już drewna mam... na pewno za mało na całą zimę ale... jeszcze czeka mnie jedna dostawa...


..............................................................................................................

Filipek... niestety nie wrócił... i raczej już tego nie zrobi bo... pojawił się nowy kocurek do karmienia... dla mnie Filipowy... na pewno ma pokrewieństwo z Filipem... jest... niczyj... i ma taki smutny wyraz pyszczka...nazwałam go... Kropek
na dzień dzisiejszy dokarmiam 2 koty dochodzące: Zeusa i Kropka...
czasami wpadają kociaki sąsiada w postaci 3 sztuk ale coraz rzadziej...

oto Kropek - ma lekko łzawiące oczko, które mu wycieram... najprawdopodobniej dostał pazurem od innego kota...




a to... Zeus... nabrał sił i okazał się wielkim miziakiem


od paru dni... zastanawiam się jak te dwa stworzenia uchronić przed zimnem...
myślałam o zrobieniu im budek i być może z czasem takie im stworzę ... na dzień dzisiejszy przyzwyczajam do noclegu u mnie... to znaczy: Kropek w garażu urzęduje na kanapie... ma do dyspozycji koc + oponkę  a Zeus... w pomieszczeniu, gdzie stoi piec... pomieszczenia sami sobie wybrali...
razem nie ma mowy o ich umieszczeniu bowiem kocurki są niesterylizowane i... Zeus nie pozwala Kropkowi na przebywanie ze swoją kocią osóbką;
niestety... pracuję też i w nocy więc... potrzebne będą budki ...tak na wszelki wypadek... kociaki do nikogo nie mają zaufania chociaż czasem jedzenie podaje im młodszy syn...

dlaczego napisałam, że Filipek nie wróci...
zauważyłam , że... jak jeden kociak ginie/znika... pojawia się nowy... to tak jakby ten którego już nie ma... przyprowadzał na swoje miejsce innego...hm...

tak miałam z moją kochaną Kidką...
dwa dni temu ... 17 września... minęło już dwa lata od jej zaginięcia...
po niej... w trybie przyspieszonym pojawiły się u nas ... 3 nowe, kocie istotki...
oj... miała... lekką łapkę ( do ich przyprowadzania ) ... hihi


..............................................................................................................

a teraz trochę fot.... z ogrodu...





dla Was z życzeniami udanego weekendu...Dalia... ogromna ( na dwie moje dłonie ), która w połowie sierpnia dopiero rozkwitła...




niedziela, 14 września 2014

Rosła sobie ... dynia






Hej !
jak widać... że mnie nie widać tzn. że z niczym się nie wyrabiam...
jestem zaganiana, zarobiona...

praca, przerabianie warzyw, szykowanie drewna na zimę, dyplomówka starszego synka ... na dodatek moje autko padło... cały ten tydzień straciłam na poszukiwanie nowego do kupna... no bo przecież muszę czymś dojeżdżać do pracy...

a kupno autka bez mężczyzny ( wyjechał w czerwcu do pracy w inny rejon Europy ) to ... istny koszmar...
nie dla mnie taka ' zabawa ' ... sprzedają jakieś ruiny , sprowadzone z innych krajów no a przy tym szukają idiotów do ich kupna... złom po cenie z wyższej półki...
ale w końcu udało mi się i... mam !

jeszcze trochę i... jak już zamknę sezon ogrodowy czyli go konkretnie oczyszczę na zimę... będę... wolniejsza i to dużo wolniejsza ... częściej też zagoszczę na Waszych blogach... a to prawie wcale nie korzystam z Internetu...
buziaki przesyłam

sobota, 16 sierpnia 2014

wcale kulturalna nie będę !

no... i jestem...

jak wiecie... dojeżdżam do pracy... w jedną stronę mam dwadzieścia parę km...
przejeżdżam przez parę wsi a potem mam 8 km drogi drugorzędowej, prostej, prościutkiej...pomijając ostre zakręty...
i wiecie co... szlag mnie trafia...
od maja... niemalże każdego dnia widzę na ulicy ciałka przejechanych psów, kotów i... ptaków !!!! nie wspominając o zającach czy lisach...

normalnie jestem chora od tych widoków.... jeśli widzę martwe zwierzątko na ulicy potrącone ( a nie placek )... zatrzymuję się i przenoszę na pobocze...
łzy mi lecą po policzkach i jestem wściekła na cały świat... i powiem Wam, ze wcale nie mam litości dla kierowców wariatów... i... wcale im dobrze nie życzę... o !!!

... i nikt mi nie powie... że zwierzę raptem wpadło pod samochód bo... jeśli ja jadę 90 km/h ( na trasie ) a mija mnie auto i przy widoczności 1 km widzę je parę sekund a potem znika mi z oczu no to niby ile on jedzie... nawet nie 100 km / h tylko przynajmniej ze 130 km/h...a przecież jest to droga drugorzędowa... z dziurami, wybojami.... !!! są też ograniczenia do 70 km/h i wcale ( oprócz mnie ) nikt się tym nie przejmuje...

no to ja się pytam... do k...y nędzy !!!! kto dał człowiekowi prawo zabijania żywych istot ???  kto powiedział, że człowiek jest pępkiem świata na ziemi ???? i tylko on powinien żyć...
wiecie co... naprawdę... człowiek jest jedną wielką świnią - nie obrażając przy tym świni...
wiem swoje... że w życiu wszystko jest jak w matematyce... wszystko musi wyjść na zero... czyli... dzisiaj ktoś komuś zrobi krzywdę... w przyszłości jemu zrobią... i to ma sens...

pytam się też... gdzie do cholery jest policja ????  bo przez 4 miesiące widziałam tylko 2 razy jadący radiowóz... i nigdy żadnej kontroli czy radaru...

nie jeden raz widziałam zwierzę przechodzące przez ulicę czy szosę, które oglądało się na prawo i na lewo czy droga jest pusta...
zresztą... jak trzeba jechać by np. zabić parkę wróbli ??? no trzeba być debilem albo specjalnie przyspieszać a nie zwalniać...

dzisiaj znowu jadę do pracy i... włosy już mi się jeżą... normalnie każdego dnia przeżywam stres związany z jazdą ...
.....................................................................

jęczałam już wcześniej... że u mnie sucho...
owszem spadł deszcz na początku tego tygodnia... solidny i podlał wszystko konkretnie ale niestety... jest już za późno na uratowanie roślin... większość ... zasuszyła się ... a raczej została przypalona przez słońce...
szkoda...




poza tym... zmienił mi się grafik w pracy, pracuję nieco dłużej i teraz mam ( do końca miesiąca ) nocki...
jak zawsze ostatnio nie nadążam z niczym dlatego i mniej mnie na necie...
ot... ostatecznie starzejemy się a nie odwrotnie... to i sił mniej...

Filipek nie wrócił... mam nadzieję... że żyje...

... no to pokażę dochodzącego Zeusa...
jak wszystkie dochodzące, wiejskie koty... uwielbia mleko...
ostatnio ociera się o moje nogi, jest bardziej gadatliwy i zaczyna się bawić...
znaczy się... odżył !!!

na tej focie dobrze widać... jak daleko mam do bramy wjazdowej na swoją posesję... po prawej stronie Zeusa stoi dom...
czyli kotki powinny jako tako czuć się bezpieczne...


miłej soboty...życzę...
połażę jeszcze po Waszych blogach a potem... do prac domowych i... trza naginać do roboty... tej zawodowej
pa